„Gdy miłość i nienawiść przybierają ten sam kolor… „
Cześć! Lubicie kwiatki? Hodujecie jakieś? Ja lubię bardzo orchidee i mam ich kilka ale też kilkanaście już udało mi się uśmiercić, ponieważ są to, bardzo wymagające kwiaty. Dajcie znać jak, to u was wygląda.
„Czarne orchidee” to najnowsza książka Ewy Lange, która wydana została w Wydawnictwie Książnica. Na Wstępnie muszę zaznaczyć, że jest, to debiut autorki. „Czarne orchidee” to niezwykle emocjonująca historia. Akcja powieści toczy się w trzech ramach czasowych: tuż po wojnie w latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku i współcześnie. Autorka umiejętnie je ze sobą przeplata tworząc ciekawą i wciągającą opowieść. Jest, to opowieść o matce i córce i ich traumach, które są przekazywane z pokolenia na pokolenie.
„I dopiero wtedy, kilka metrów przed sobą, za płotem Paczkowskich porośniętym gęsto wijącym się winobluszczem, ujrzała Janka. Stał nieruchomo, jakby porażony prądem z wbitym w nią wzrokiem i wyrazem twarzy tak kamiennym, że aż ciarki ją przeszły”.
Ta historia jest dopracowana pod każdym względem. Już sama okładka przyciąga wzrok a tytuł skłania to daje do myślenia. Po latach córka Marii, Anna zaczyna odkrywać przyszłość rodzicielki. Poznaje prawdę o własnym pochodzeniu, ale też zrozumie symbolikę czarnej Orchidei. Ewa Lange nie unika też trudnych tematów przemoc, alkoholizm i nienawiść, które mają wpływ na kolejne pokolenia.
„Rozwód, chociaż prawnie możliwy, był rzadkością i niósł ze sobą piętno przede wszystkim dla kobiety. Maria dobrze wiedziała, że bicie i poniżanie, których regularnie padała ofiarą, znajdują większą akceptację w społeczeństwie niż formalne rozwiązanie związku małżeńskiego”.
Nie jest to lekka powieść. Autorka Ewa Lange umiejętnie i z wyczuciem czaruje swoim piórem i z każdą przeczytaną stroną coraz trudniej jest się oderwać od lektury. Polecam ją absolutnie wszystkim a szczególności tym, którzy lubią książki z historią w tle.


