Hej! Czy oceniacie książkę po okładce? Przyznajcie się – kiedy wybieracie książkę do czytania, to okładka ma dla was znaczenie? Czy piękna intrygująca grafika potrafi sprawić, że sięgnięcie po książkę nawet jeśli wcześniej o nie słyszeliście? A może wręcz przeciwnie – dla was liczy się przede wszystkim opis autor i opinie innych czytelników a okładka schodzi na dalszy plan?
Ja podobny dylemat miałam z książką, którą jakiś czas temu otrzymałam od autorki do recenzji i jakoś tak było mi z nią nie po drodze a mowa tutaj o „Kieszonkowe” autorstwa Małgorzaty Wachowicz w wznowionym wydaniu. I wiecie co? To był błąd m! Ja dopiero po lekturze zrozumiałam jak ja bardzo tej lektury potrzebowałam. „Kieszonkowe” to szósta książka w siedmioletniej twórczości autorki. W swoje ręce dostajemy historię od której jest się ciężko oderwać już od pierwszej strony. Składa się na to bardzo dynamiczna akcja, zaskakujące zwroty akcji i bohaterowie którzy mierzą się z różnymi problemami życiowymi przez to stają nam się tacy bliżsi i możemy się z nimi utożsamiać. Jedno jest pewne emocji tu nie braknie, choć to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, to uznaje za bardzo udane. Pewnie powtórzę się ale potrzebowałam tej historii aby na pewne sprawy spojrzeć inaczej. Więc jeśli szukacie wciągającej historii, to ta jest dla was idealna– i mam do was prośbę nie odkładajcie tej lektury na później i nie popełnijcie mojego błędu sugerując się okładką.
„Było w niej coś, czego nie umiał zdefiniować, a przyciągało go jak narkotyk. Tymon chętnie by się od tego uzależnił. Wywoływało imperatyw dalszego zagłębienia. Istota tkwi w samym procesie poszukiwania, a nie dojściu do celu. Związek z nią musiał być jak wędrówka szlakami Tatr. Wciąż odkrywasz coś nowego, jednocześnie mając przed sobą wspaniałe widoki… Była skrojona pod jego wymiar. Sfastrygowana nitkami utkwiony z marzeń”.
Serdecznie polecam.
(współpraca reklamowa) z autorką Małgorzata Wachowicz


