Recenzja Patronacka
Podobno każdy z nas ma gdzieś swojego bliźniaka-sobowtóra?

Może żyje na drugim końcu świata.
Może chodzi tą samą ulicą, tylko mijacie się o sekundę.
A może właśnie patrzy na to samo zdjęcie, zastanawiając się, czy Ty jesteś jego sobowtórem?
Świat jest zbyt mały, żeby się kiedyś nie spotkać!
„Prawdziwa miłość to miłość dojrzała zbudowana na silnych fundamentach, a nie na porywach serca. I tego się trzymam”.
„Ostatnia lekcja” to najnowsza książka Marty Malinowskiej, która została wydana dzięki Wydawnictwu WasPos i jest to mój patronat. Główną bohaterką tej książki jest Malwina Wysocka, która na prośbę dziadka postanawia zmienić swoje życie o 180°. Zatrudnia się w szkole, w której pół roku temu doszło do zabójstwa. Malwina i jest zszokowana ale prawdziwego szoku doznaje, gdy dowiaduje się, że jej poprzedniczka była do niej łudząco podobna. W nowym miejscu pracy dziewczynie nie jest łatwo. Z niektórymi nauczycielami łapie kontakt od razu a inni za zachowując co do niej dystans.
„Zakochałam się. Zakochałam i przepadła m w tym uczuciu na dobre. On jest dla mnie najważniejszy na świecie i zrobiłabym dla niego wszystko. Wiem, że on również to czuje”.
Podobnie jest z innymi pracownikami szkoły, którzy dziwnie patrzą na nową nauczycielką. Jednak Malwina postanawia stawić im czoła i odkryć kto jest duchem szkoły. Zaprzyjaźnia się z Aldoną i Arkiem, który z czasem nie jest jej obojętny. Najbardziej podejrzanym i pasującym do profilu sprawcy jest konserwator Wojtek.
„Co ciekawe, to ja wpadam w różne pułapki i na nowe tropy, a kiedy to wszystko się dzieje, jego nie ma obok mnie. Jestem zupełnie sama, a jedyną osobą, która pojawia się nieoczekiwanie, jest Wojtek, któremu z wiadomych przyczyn nie mogę zaufać”.
Z czasem Malwina dowiaduje się coraz więcej o swojej poprzedniczce Ninie ale nie wszystkim, to się podoba. Sprawy zaczynają się komplikować a ja miałam ciarki podczas lektury, co nieczęsto się zdarza. Bardzo trudno miałam wytypować sprawcę.
„Tylko ostatnio mam wrażenie, że kręcę się w kółko i nie mogę dojść do niczego sensownego. Ale podskórnie czuję, że niedługo wszyscy dowiemy się, co wydarzyło się tragicznej nocy w październiku”.
Autorka trzyma nas w napięciu do samego końca, a grono podejrzanych powiększa się. Styl Marty sprawia, że od lektury jest się ciężko oderwać. Bardzo polubiłam główną bohaterkę i mocno trzymałam za nią kciuki. Wiem, że nie wszyscy lubią wracać do czasów szkolnych i wspominać, to co już było, ale ja szczerze polecam wam tą książkę a sama czekam na kolejne pozycje od autorki. Przełamcie strach i nie zwlekajcie z lekturą za długo!
„Jesienią wsłuchałam się w szalę spadających liści, zbierałam je i tworzyłam bukiety dla mamy. Zimą m bawiłam się w chowanego, co było o tyle trudniejsze, że nie było już żadnych liści a skrzypiący pod butami śnieg utrudniał znalezienie odpowiedniej kryjówki. Wiosną zachwycałam się budzącym się do życia nowym cyklem, od którego wszystko brał swój początek”.




