„Paskudne konisko” – opowieść o emocjach, które czasem galopują za szybko. Sięgnęłam po „Paskudne konisko” autorstwa Petra Eimer, licząc na lekką, zabawną historię dla dzieci, która w sprytny sposób poruszy temat emocji i relacji. I wiecie co wciągnęła mnie bez reszty. W przystępny i bardzo obrazowy sposób pomaga najmłodszym oswoić trudne emocje – zwłaszcza te, które pojawiają się nagle i potrafią „ponieść”. Już sam tytuł intryguje i wywołuje uśmiech.
Kim jest to tytułowe konisko?
Dlaczego jest „paskudne”?
I czy na pewno takie właśnie jest?
Okazuje się, że to nie tylko zabawny bohater, ale przede wszystkim metafora dziecięcej złości, frustracji czy buntu – emocji, które są naturalne, choć czasem trudne do opanowania.
Główny bohater, Paul, to chłopiec o wielkiej wyobraźni i głowie pełnej planów. Nie przewidywał jednak pojawienia się Julki – klaczy, która po prostu „przydarzyła się” jego rodzinie. Julka nie jest potulnym kucykiem z bajek. Jest ciekawska, samolubna i ma tendencje do pakowania nosa tam, gdzie nie powinna (zwłaszcza jeśli w grę wchodzi jedzenie).
„Paskudne Konisko” to nie jest kolejna lukrowana opowieść o przyjaźni z koniem. To pełna humoru, napisana w formie bogato ilustrowanego dziennika historia o tym, jak niechciany gość wywraca życie domowników do góry nogami. Paul początkowo próbuje wszystkiego, by pozbyć się Julii (włącznie z próbami jej oddania), ale szybko okazuje się, że życie z koniem – choć chaotyczne – jest o wiele ciekawsze.
„A może jednak faktycznie da się robić z takim koniem więcej, niż mi się wydawało…”
Autorka w niezwykle trafny sposób pokazuje, że emocje nie są ani dobre, ani złe. One po prostu są. Czasem są spokojne jak łagodny kucyk, a czasem galopują jak nieokiełznany rumak. I właśnie wtedy dziecko potrzebuje nie krytyki czy zawstydzania, ale zrozumienia i wsparcia.
Dlaczego ta książka jest tak wartościowa?
Przede wszystkim dlatego, że daje język do rozmowy. Dzięki wyrazistej metaforze „koniska” dzieci mogą łatwiej nazwać to, co się w nich dzieje. Zamiast mówić „jestem niegrzeczny”, mogą powiedzieć „moje konisko dziś galopuje”. To ogromna różnica – zmienia perspektywę z oceny na zrozumienie. Książka nie moralizuje i nie narzuca prostych rozwiązań. Pokazuje proces – oswajania, zauważania i stopniowego uczenia się panowania nad emocjami. To bardzo wspierający przekaz, który buduje w dziecku poczucie bezpieczeństwa: „to, co czuję, jest w porządku”. Ogromnym atutem książki są ilustracje – dynamiczne, pełne humoru i ekspresji. Świetnie oddają emocjonalny klimat opowieści. Mimika bohaterów, ruch, detale – wszystko to sprawia, że dzieci z łatwością wchodzą w tę historię. To jedna z tych książek, przy których naturalnie zatrzymujemy się na chwilę: „Zobacz, jakie to konisko jest teraz! Jak myślisz, co czuje bohater?”. I właśnie w tych momentach dzieje się najwięcej – rodzi się rozmowa.
Idealna do wspólnego czytania
„Paskudne konisko” to książka, którą warto czytać razem. Daje przestrzeń na pytania, na dzielenie się własnymi doświadczeniami, na opowiadanie o tym, kiedy nasze „konisko” też bywa trudne do okiełznania.
Poleciłabym ją szczególnie dzieciom w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym – czyli wtedy, gdy świat emocji dopiero się porządkuje, a umiejętność regulacji dopiero się kształtuje. To mądra, ciepła i potrzebna opowieść, która pomaga zrozumieć, że nawet jeśli czasem coś w nas „galopuje”, to wciąż jesteśmy w porządku. I że z każdą emocją można się zaprzyjaźnić.
Zdecydowanie warto mieć tę książkę na swojej półce – nie tylko dla dzieci, ale i dla dorosłych, którzy chcą lepiej zrozumieć dziecięcy świat!!!


